ZAPIECEK

ygfyuf_DSC0046_DSC0124_DSC2002_DSC2004_DSC0115_DSC0168_DSC0178cats_DSC2008_DSC2015_DSC0134_DSC0120

Na tę majówkę miałyśmy z mamą tylko jeden plan-odpocząć.Od pracy,szkoły,miejskiego chaosu.Bardzo tego potrzebowałyśmy. Wybór miejsca był niemal natychmiastowy.Wahałyśmy się między dwiema agroturystykami.W końcu zdecydowałyśmy się na uroczo brzmiący „Zapiecek” w Idzbarku k.Ostródy.Miałyśmy spędzić tam 3 dni,a torbę spakowałyśmy jakby był to wyjazd co najmniej tygodniowy.Tak to już jest.”Lepiej wziąć za dużo,niż za mało”

Uwielbiam dłuższe samochodowe wyprawy.Kiedy jadę pustą ulicą lub mija mnie sznur pojazdów.Kiedy wycieraczki nie nadążają za usuwaniem kropel deszczu lub kiedy słońce parzy przez szybę kolana.Zawsze wtedy odtwarzam sobie w głowie moje ulubione filmowo-samochodowe sceny.Puściłyśmy nasze ulubione utwory „na drogę”:piosenki Bee Gees z moim ukochanym „Massachusetts” .Simon and Garfunkel.Scott McKenzie ze wzruszającym „San Francisco”.

Do Idzbarka wjeżdża się lipowa aleją.Dookoła rozciąga się iście górzysty krajobraz.Górzysty krajobraz w samym sercu Warmii.Brzmi dość zabawnie,ale gdybyście byli tam wtedy ze mną,podejrzewam,że mielibyście podobne skojarzenia.Do tej pory byłam przekonana,że nasz region charakteryzuje się typowym płaskim ukształtowaniem terenu.Jak widać muszę częściej robić sobie takie krajoznawcze wycieczki po okolicy.

W Zapiecku „przywitały” nas dwa małe,zupełnie niepodobne do nikogo pieski.Później z domku wyszedł pan Jerzy,właściciel. Pan Jurek od początku ujął nas swoją serdecznością i otwartością.To naprawdę ważne jaką atmosferę buduje właściciel miejsca wypoczynku,szczególnie agroturystyki.My od początku poczułyśmy się jak u siebie. Zaproponowano nam herbatę z domowym miodem,rozpalono w kominku,płyta odtwarzała gitarowe melodie.I do tego ten wystrój! Sentymentalna podróż zaklęta w starej maszynie do pisania,projektorze,analogowych aparatach,winylowych płytach , szczotkach,którymi mogły czesać się edwardiańskie damy. Przeszłość wmieszana w teraźniejszość. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam,że wszystkie zegary w domu zatrzymały się na jednej godzinie.Może te miejsce naprawdę znajdowało się poza czasem?

Po pierwszym „ogarnięciu” wybrałyśmy się na rowerową przejażdżkę po lesie. Wstępnie krótka,krajoznawcza wycieczka zamieniła się w 3-godzinne odnajdywanie drogi powrotnej, bo oczywiście…zabłądziłyśmy.Na początku było nawet zabawnie,ale po kolejnym ślepym trafie zaczęłyśmy przyzwyczajać się do perspektywy nocowania pod przydrożną sosną.Żałuję,że nie zrobiłam nam zdjęcia przed tą całą wyprawą,kiedy rozpierała nas energia i po,kiedy zmęczone i spocone wreszcie dotarłyśmy do furtki : D.

Kolejne dwa dni spędziłyśmy na spacerach po okolicy, wieczornych grach w zagadki i rozwiązywaniu sudoku przy kisielu i dźwiękach Radia Zet Gold.Postanowiłam ,że w ciągu całego pobytu nie skorzystam z Internetu ani razu.To miał być czas tylko dla mnie i mojej mamy.Nie chciałam być pochłonięta innymi sprawami. Powiem Wam,że nie pamiętam ,kiedy ostatnio tak wypoczęłam. Teraz wiem,że co jakiś czas będę robić sobie taki antywirtualny detoks.

Wybiegając o parę lat w przód (lekko przerażająca perspektywa) potrafię wyobrazić siebie wśród tej scenerii,ciszy i prostoty.Może to kwestia chwilowego zauroczenia?Pewnie za parę miesięcy będę miała parę innych planów na życie,mogę sobie przecież jeszcze trochę pomarzyć : )

BIESZCZADZKA PRZYGODA-WSCHÓD SŁOŃCA W WOŁKOWYI

_DSC0533

_DSC0530

_DSC0532

_DSC0546

_DSC0547

-„Słuchajcie. Jutro zamierzam wstać na wschód Słońca. Kto się pisze?”

-„Ja! ” -odpowiedziało mi 10 głosów. -„Tylko nas obudź proszę!”

Jak się skończyło ,nie trzeba się domyślać 😀 Po wielu próbach nie zdołałam przekonać nikogo do porannej wędrówki . Wstałam przed piątą bez budzika. Zawsze ilekroć zasypiam w oczekiwaniu na coś ważnego, następnego dnia budzę się sama przed wyznaczoną w mojej głowie godziną. Byłam bardzo zdeterminowana. Wskoczyłam w swoje treki i ruszyłam w drogę.

Niedaleko naszego domku znajdowało się wspaniałe wzniesienie, z którego rozciągał się widok na Wołkowyję i inne pobliskie wioski. Rześkie powietrze, skrzypienie mokrej trawy pod stopami, sarny i zające przebiegające gdzieś w oddali… bajka. Kiedy znalazłam się na górce było jeszcze dość ciemno. Niebo powoli przechodziło z granatu w błękit . Obserwowałam te zmiany z szeroko otwartymi oczami i sercem. To było coś niesamowitego, coś co zapamiętam na całe życie. Bieszczady skąpane w chmurach.  Świat budził się z obłoków.

Do domku wróciłam po  dwóch godzinach- z powodzią w butach, ale przeszczęśliwa. To jedno z najpiękniejszych wspomnień minionych wakacji.

Warto wcześniej wstawać kochani!

SKANSEN,CZYLI MAŁA WYPRAWA W PRZESZŁOŚĆ

DSC_0051

domek

DSC_0068

cats1

strachhhhh

DSC_0096

DSC_0114

DSC_0098

DSC_0168

DSC_0169

czer strch

Niecałe dwa lata temu (jak ten czas leci!) wybrałam się z rodzicami na wycieczkę do skansenu w Olsztynku. Wyprawa była bardzo spontaniczna. Po prostu pewnego,leniwego rana, nie wiedząc co zrobić z tak pięknie zapowiadającym się dniem, postanowiliśmy wsiąść w samochód i pojechać do bardzo dobrze znanego nam miasteczka.

Jako dziecko skansen odwiedziłam kilka razy i zawsze miałam z tego ogromną frajdę. Oczywiście wtedy największą uwagę przyciągały biegające kózki i gąski. Teraz bardziej niż futrzanymi i pierzastymi stworkami zachwycałam się pięknymi przedmiotami z duszą. Jestem zakochana w przeszłości i każda wyprawa jej śladem sprawia mi ogromną przyjemność i wyzwala jeszcze większe pokłady wrodzonego sentymentalizmu  : )